Macierzyństwo i jego mroczne a może i dobre strony?

Jakiś czas temu na moim Instagramie pojawiło się pytanie, którego treść brzmiała: „Nie uważasz, że studiując i pracując zaniedbujesz córkę?” Nie dotknęło mnie to pytanie, ale wzbudziło wiele myśli. Idąc tym tokiem rozumowania to jeśli ojciec dziecka pracuje to czy on również zaniedbuje swoje dziecko? No nie. Przyjęło się w naszym społeczeństwie myślenie, że jak facet jest w pracy a kobieta ogarnia dom/dzieci to jest wszystko okey, zero problemu.

 

Macierzyństwo? Porażka…

Już nie raz przekonałam się o tym, że macierzyństwo dla wielu ludzi to zmęczona mama, siedząca od rana do wieczora z dzieckiem. To mama, która jest nieszczęśliwa i poza opieką nad dzieckiem nie może robić już nic więcej. Macierzyństwo w dzisiejszych czasach jest okraszone czarnymi barwami. Macierzyństwo według wielu to nieprzespane noce i wieczne zmęczenie. Zresztą wystarczy spojrzeć na mającego ogromny wpływ na młodych ludzi Netflixa. Od kiedy zwracam na to uwagę, czyli blisko 2 lata nie spotkałem się z ich produkcją, która mówiłaby chociaż neutralnie o macierzyństwie. Wszystkie filmy i seriale jawnie krytykują posiadanie dzieci i bycie matką i to niezależnie od przewodniego tematu danej produkcji.

 

Macierzyństwo tak naprawdę

Macierzyństwo tak naprawdę źle nie wygląda. Owszem zdarzają się czasami kiepskie momenty, rzadziej dni. Jednak pamiętajmy, że dziecko jak dorosły ma prawo mieć gorszy dzień. I tak czasami te gorsze momenty/dni mogą nam dać popalić, ale i tak uważam, że szczęście, jakie daje dziecko jest warte tego sporadycznego zmęczenia. Nic w życiu nie dało nam tyle szczęścia co dziecko, żadne podróże, prezenty, niespodzianki, gadżety czy smartfony.

Swego czasu Artur posiadanie dziecka opisał jako coś bez czego możesz żyć tylko dopóki nie wiesz jak to jest je mieć. Tak jak z drugim monitorem do pracy albo przesiadką z telefonu na smartfon. Jeśli raz spróbujesz to już nie wiesz jak dawało się radę wcześniej, przecież to nie miało sensu.

My mieszkamy sami w Toruniu i nie mamy tutaj żadnej rodziny. Sami ogarniamy i planujemy wszystko. Mamy wspaniałą córkę a mimo to każde z nas się realizuje i spełnia. Ja studiuję, pracuję, rozwijam się a Artur prowadzi własną firmę, studiuje, trenuje i jeszcze wiele innych rzeczy. Da się? Jasne, że się da!

Artur tak samo jak ja jest rodzicem Tosi. Podział obowiązków musi być. Na tym polega partnerstwo według mnie. Pisząc już nawet trochę żartobliwie – kobieta nie bierze sama udziału w procesie powstania maluszka a więc wybaczcie panowie 😀

 

Naszej córce niczego nie brakuje. Każdego dnia spędza z nami mnóstwo czasu. Od wczesnego ranka już się bawimy, tulimy, całujemy, uczymy się, gotujemy, oglądamy bajki, robimy wspólnie mnóstwo rzeczy. Dla mnie i dla Artura Tosia jest najważniejsza i nigdy byśmy nie przełożyli czegoś ponad jej osobę. Jednak rodzice w tym wszystkim powinni pamiętać o sobie. Bardzo łatwo popaść w rutynę i w te wszystkie stereotypy, zrezygnować z rozwijania się, własnych przyjemności i czasu dla siebie. Dlatego tak ważne jest wypracowanie z drugą połówką partnerstwa i pewnego balansu 🙂

 

Z dniem, w którym maluszek przychodzi na świat, wcale nie kończy się nasza wolność. Warto pamiętać o tym: szczęśliwa mama, szczęśliwy tata to szczęśliwe dziecko 🙂

 

 

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.