Moja historia porodu

Poród sam w sobie okraszony jest silnymi emocjami i nie ważne czy to poród siłami natury czy przez cesarskie cięcie. Emocje, jakie wtedy towarzyszą każdej kobiecie przeplatają się niemiłosiernie. Można by stwierdzić, że wtedy kobieta jest mieszanką wybuchową – śmiech miesza się ze łzami i bólem a nagle przechodzi do radości i euforii, by później postawić nas na ringu ze zmęczeniem i bezsilnością. Jednak mimo wszystko to, co się dzieje na każdej sali porodowej to cud. Kobieta dokonuje czegoś pięknego. Dziś postanowiłam podzielić się z Wami moją historią porodową, ponieważ kiedy jeszcze nosiłam swoją córkę pod sercem sama szukałam historii porodowych, ponieważ chciałam się dowiedzieć jak to jest, jak się przygotować do tego wszystkiego, co się dzieje z kobietą i wiele innych. Nie przeciągając zapraszam do przeczytania mojej historii porodowej.

09.08.2021r. około godziny 19:40 poczułam kilka takich skurczy „ala przepowiadających” jednak ciut silniejsze były one niż zazwyczaj. Postanowiłam wziąć ciepły prysznic jednak on utwierdził mnie w tym, że coś się zaczyna ponieważ normalnie te skurcze po ciepłej kąpieli mijały, a wtedy tak się nie stało. Odszedł mi również czop i wtedy napisałam do mojej położnej z zapytaniem czy to już czas, aby pojechać do szpitala. Jednak pani Monika zadzwoniła do mnie, uspokoiła mnie i powiedziała, że jeżeli dam radę wytrzymać jeszcze przez noc w domu to mam posiedzieć na spokojnie w domu. Postanowiłam zrobić wszystko, aby wytrzymać jak najdłużej w domu, ponieważ nie chciałam zbyt wcześnie trafić do szpitala. Jednak w domu najlepiej 🙂

Z nocy niewiele pamiętam, jak mam być szczera… Ból się nasilał a mój sen w szczycie trwał może z kwadrans. Na rano z sypialni przeszłam tylko do salonu, ale już czułam, że poród blisko. Około godziny 13:00 podjęliśmy decyzję z moim narzeczonym, że pojedziemy do szpitala i sprawdzimy czy faktycznie coś się zaczyna czy to fałszywy alarm. Naszego psa oddaliśmy pod opiekę sąsiadki, ja się ogarnęłam i ruszyliśmy w drogę.

 

Kierunek szpital Chełmża

Na miejscu wykonano mi zapis KTG i po badaniu pan doktor stwierdził, że rozwarcie mam już na 4cm, ale poza tym brak regularnej akcji skurczowej i decyzja należy do mnie czy chce zostać w szpitalu czy wrócić do domu – wybrałam oczywiście powrót do domu 😀 Powiedział mi również, że mogę wziąć nospę forte, która powinna zadziałać rozkurczowo zaznaczając wyraźnie, że 3 na dobę spokojnie mogę wziąć. O godzinie 15:00 wychodziłam ze szpitala i udałam się do apteki kupiłam nospę i w przeciągu godziny wzięłam dwie, jednak nie pomagały. Po wyjściu ze szpitala czułam się dobrze jednak wracając już do domu czułam, że ból znowu się nasila. Po przekroczeniu progu w mieszkaniu kierunek od razu łazienka i znowu ciepła kąpiel. No i cóż, za długo to ja w tym domu nie posiedziałam od godziny 18:00 już miałam regularne skurcze.

 

Jedziemy rodzić

O godzinie 20:00 byłam znowu w szpitalu i na nowo zapis KTG, badanie i decyzja o przyjęciu, ponieważ rozwarcie już było 6/7cm i pojawiła się regularna akcja skurczowa. Po załatwieniu formalności, wykonanym teście pani położna powiedziała, abym poszła się przebrać i idziemy na salę porodową. W tym samym czasie dałam znać Arturowi, aby udał się na izbę przyjęć gdzie wykonają mu test na COVID. Na sali porodowej położna podłączyła mnie pod KTG i tak czekałam na Artura, którego nie było ze mną może z godzinę.

Moja historia porodu
Moja historia porodu

 

Czas leciał, ja mogłam korzystać z łazienki i możliwości kąpieli (skorzystałam dwukrotnie), z piłki, gazu, a ze środków przeciwbólowych jak poprosiłam (nie było z tym żadnego problemu) podali mi paracetamol i ketonal. Ja innego znieczulenia nie chciałam, ponieważ okey, bolało, ale uważałam, że to nie jest ból takiej skali, aż na takie znieczulenie.

Moja historia porodu
Moja historia porodu

 

W pewnym momencie, kiedy rozwarcie było już na 9 cm przyszedł pan doktor i zapytał mnie czy zgodzę się na przebicie pęcherza i pobranie małej kropelki krwi z główki w kierunku badania PH, ponieważ zapis na KTG go niepokoi. Oczywiście zgodziłam się i w momencie jak przebił to zapis automatycznie się poprawił i decyzja o pobraniu małej krwi została wstrzymana.

 

Zaczynamy rodzić

O godzinie 3:00 usłyszałam, że mamy pełne rozwarcie i zaczynamy rodzić. Tutaj muszę powiedzieć, że proces rozwierania był dla mnie o wiele lepszy niż te skurcze parte. Położna obrała następującą taktykę: jeden skurcz odpoczywamy (skupiamy się na oddechu) a przy drugim skurczu przemy. Bardzo szybko znienawidziłam te skurcze „odpoczywane”. To było najgorsze uczucie z całego porodu, nie wiedziałam jak mam odpoczywać, ponieważ czułam silne parcie. Jednak nim się obejrzałam koszmar tych skurczy minął i tak oto o godzinie 4:30 ujrzałam moją córeczkę i usłyszałam jej płacz. Było to cudowne uczucie. Tatuś przeciął pępowinę, pierwszy kontakt skóra do skóry a później dowiedzieliśmy się, że nasza córka waży 4020g i mierzy 57cm. Co najśmieszniejsze, Tośka pojawiła się na świecie i przyszła burza (ciekawe czy to jakiś znak :D). O godzinie 7:00 Artura wyprosili już z sali a ja o własnych siłach przeszłam na salę poporodową.

Moja historia porodu
Moja historia porodu

 

Kilka informacji dodatkowych z mojego porodu

– Podczas II fazy pękłam sama i to tak niefortunnie, bo aż w trzech miejscach. Dokładnie w wypisie mam wpisane „pęknięcie krocza II stopnia oraz pęknięcie obustronne pochwy”. Jednak, jeżeli chodzi o szycie to mi podano znieczulenie i nie bolało mnie to nic a nic. Trafiłam na super lekarza (ten sam mnie przyjmował za pierwszym razem), który mnie zszył bardzo dobrze i nawet położna mówiła, że szycie wykonane jest perfekcyjnie.

– Położna, z którą rodziłam i wspomniany wyżej pan doktor byli przecudowni. Rodziło mi się z nimi bardzo dobrze i czułam się bardzo komfortowo i taka… zaopiekowana.  Bałam się bardzo porodu, okresu w szpitalu, nawet welfronu się bałam a okazało się, że strach miał wielkie oczy i w rzeczywistości źle nie było. Po wszystkim położna mnie bardzo pochwaliła i powiedziała, że chciałaby, żeby wszystkie rodzące były takie.

– Ja osobiście uważam, że ból porodowy okey on jest, ale nie jest jakiś łamiący w tym sensie, że nie da się go przeżyć. Ja osobiście porównuje go do mocniejszego bólu miesiączkowego. Inne zdanie mam odnośnie partych, ponieważ one były dla mnie dużo silniejsze i nie wspominam ich dobrze.

 

Moja historia porodu
Moja historia porodu

 

Rozpisałam się trochę, ale zrobiłam to z myślą o takich kobietach jak ja, które przed porodem pełne obaw przeszukują internet w celu właśnie poczytania jak najdokładniejszej historii porodowej.

Od mojego porodu mija dziś dokładnie tydzień i pisząc to mam przed sobą w łóżeczku moją śpiącą córeczkę i zniosłabym to raz jeszcze, bo to jak czuje się teraz, jako matka i to uczucie, które towarzyszy mi każdego dnia patrząc na nią, było tego warte.

Tyle ode mnie:)

Buźka! :*

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *