Wreszcie w domu

Od ośmiu dni jestem w Polsce i wydarzyło się już tyle, że nawet nie wiem, od czego zacząć…

Nowe nie zawsze oznacza najlepsze

24.09.2020r. był moim ostatnim dniem w pracy i na wyspie. O godzinie 18:40 miałyśmy z Agatą prom powrotny i z Dagebull około godziny 20:00 miał nas odebrać już Artur i wspólnie mieliśmy ruszyć do domu.

Długo wahaliśmy się nad wyborem samochodu. Do wyboru mieliśmy starszego, niezawodnego forda mondeo lub nowego mitsubishi outlandera. Ostatecznie stanęło na nowym samochodzie i tu zaczyna się nasza przygoda 😀

Przed Szczecinem wysiadł Arturowi DPF i kontrola systemu trakcji, maksymalna prędkość, jaką mógł osiągnąć to 80km/h, na więcej samochód nie pozwalał. Droga z siedmiu godzin wydłużyła nam się do dziesięciu i pół. Byliśmy padnięci. Taka prędkość na autostradzie Niemieckiej jak można się domyśleć nie była dobra. Wymagała od nas dużej ostrożności i rozwagi, szczególnie podczas włączania się do ruchu na szybkiej trasie. Jednak udało się 😀 W piątek około 8:30 zameldowaliśmy się w Pniewach, cali i szczęśliwi.

Na dzień dobry pojechałam zobaczyć się z moim synusiem Jerrym 😀 Później szybciutko do mamy na przytulaska, następnie do domu rodzinnego zostawić rzeczy, przebrać się, doprowadzić się do porządku i ruszyłam znowu w drogę. Tym razem do Rokietnicy na umówione pazurki do mojej koleżanki z byłej klasy z technikum, a po tym odebrałam mojego brata ze szkoły. Naszą tradycją jest wizyta w MC, więc nie mogliśmy jej pominąć 😀 Piątkowy wieczór minął nam leniwie.

W sobotę wleciały małe zakupy, pojechałam trochę pomóc mojej teściowej w organizacji rodzinnej imprezy, a wieczorem stworzyłam z pomocą mojego brata to cudo dla mojego narzeczonego z okazji jego urodzin.

Wreszcie w domu
Wreszcie w domu

 

Dla kogoś, kto kocha wręcz słodycze to idealny tort 😀 W niedzielę natomiast świętowaliśmy osiemnaste urodziny Moniki.

Po weekendzie załatwiłam jeszcze kilka spraw i w środę po południu w końcu wróciliśmy do Torunia, do naszego mieszkanka. Może to dziwne, ale nie mogłam się doczekać aż wrócę tutaj i posprzątam, tak wiecie, w 100% po swojemu. Od momentu powrotu ciągle też bym gotowała – nie wiem, co we mnie wstąpiło, ale tłumaczę się tym, że brakowało mi tego. Osobiście bardzo lubię gotować, nawet bardziej niż piec, jednak teraz wzięło mnie na gotowanie różnych potraw z przepisów, gdzie ja nigdy tego nie lubiłam. Zawsze gotowałam „na oko” 😀

Podsumowanie wyjazdu

Rozłąka nie zawsze była łatwa i przychodziły momenty, kiedy żałowałam, że zdecydowałam się na taki długi wyjazd. Jednak z perspektywy czasu muszę powiedzieć, że to była bardzo dobra decyzja. Nie żałuję ani zeszłorocznego wyjazdu, ani tegorocznego. Kwestia pieniędzy to jedno, ale dla mnie bardzo na plus wyszedł ten wyjazd pod względem językowym. Tam mogłam codziennie rozmawiać w języku niemieckim i ćwiczyć swoją wymowę. Studia nie dały mi tyle pod względem mówienia, ile ten wyjazd. Jeżeli ktoś rozważa wyjazd pod względem rozwinięcia swoich umiejętności językowych to jak najbardziej polecam!

 

Teraz uciekam szykować się, ponieważ na weekend przyjeżdżają moi rodzice i trochę poszalejemy w Toruniu 😀

Buziaki!

Wreszcie w domu
Wreszcie w domu
Wreszcie w domu
Wreszcie w domu
Wreszcie w domu
Wreszcie w domu
Wreszcie w domu
Wreszcie w domu
Wreszcie w domu
Wreszcie w domu
Wreszcie w domu
Wreszcie w domu
Wreszcie w domu
Wreszcie w domu
Wreszcie w domu
Wreszcie w domu

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *